NOTKA BIOGRAFICZNA

 

 

Kilka słów:

O twórczości

O rodzinie

O zainteresowaniach

 

 

 

Wywiady:

Dla miesięcznika Bliżej Przedszkola

Dla Niedzieli 01.2007r.

----------------------------------------------

 

 

 

 

O twórczości:

Od 1991 roku piszę wierszyki, bajki i opowiadania dla dzieci, a także teksty piosenek, scenariusze (np. do programu Ziarno TVP) reżyseruję koncerty, spektakle i wersje dźwiękowe własnych bajek, czasami wygłaszam konferencje i robię mnóstwo dziwnych rzeczy, nie pasujących wcale do wizerunku roztargnionej nieco bajkopisarki...

Moje wiersze najczęściej są wesołe i dotyczą spraw, z którymi  najmłodsi czytelnicy stykają się na co dzień. Zwyczajne na pozór czynności – na przykład samodzielne mycie, jedzenie, pierwsze porządki, obserwacja świata - dla dzieci są jeszcze nowe i ciekawe. Świat wokół nas może być naprawdę interesujący, jeśli tylko spojrzymy na niego z troszkę innej niż zwykle perspektywy – na przykład oczami dziecka, które marzy o wyprawie do krainy baśni... A, że baśnie kocham, to znalazłam sposób na to, by dzieci mogły naprawdę do krainy baśni zawędrować. Kto nie wierzy- zapraszam na www.solilandia.pl . Opowieści o Solilandii przybywa - w czerwcu 2009r. ukazał się III tom, przygotowuję drugą książkę o małym soloniu Halisku. Czytelnicy już wymogli na mnie kontynuację, więc powstaną kolejne tomy... Dobra wiadomość dla dzieci z całej Polski - soliludki wyruszyły w podróż i zawędrowały daleko poza Wieliczkę. Odwiedziły Nowy Sącz, Złoty Stok, Wrocław i Karpacz. Pojawiły się nowe baśniowe stworki z różnych okolic, np. Plumpaki mieszkające nad Bałtykiem, Mechaczki z Beskidów, chochliki z Mazowsza.

   Dla nieco starszych czytelników piszę powieści, a także książki o tematyce religijnej. Staram się w sposób prosty i prawdziwy opowiedzieć o najważniejszych w życiu sprawach – kim jesteśmy, kim jest dla nas Bóg, w jaki sposób możemy przeżywać święta i różne uroczystości, na czym polega modlitwa.  Ponieważ sama nie lubię nudnych książek, więc bohaterowie moich własnych muszą być zabawni, sympatyczni i nieco zwariowani... Nawet jeżeli życie prowadzi ich w wir wydarzeń poważnych i znanych nam z lekcji historii - to i tak znajdą chwilę czasu na uśmiech i psoty.

Lista moich książek

            O rodzinie:

       Mój mąż ma na imię Ryszard, a ponieważ to imię brzmi nieco zbyt poważnie, nazywam go Rycho. Wtedy mam wrażenie, że rozmawiam z przywódcą podkrakowskiej mafii, a nie poważnym konsultantem, którym jest w istocie. Mamy dwoje wspaniałych dzieci: Anię i Michała. Pochodzimy z Krakowa, ale od kilku lat mieszkamy na wsi, w przytulnym domu z dużym ogrodem, kilkanaście kilometrów za Wieliczką. Tutaj są idealne warunki do pisania baśni : piękne widoki, tajemnicze jary i wąwozy tuż obok domu, wiele zaprzyjaźnionych dzieci, wspaniali sąsiedzi,

ptaszki, koty, bażanty, sarny, pająki i mrówki.  Kto nie wierzy, może obejrzeć felieton w programie Ziarno.

Razem z nami mieszka babcia Gienia, która ma już 98 lat i "trzyma się" najlepiej z nas wszystkich.

          Nasza rodzina jest liczna i bardzo ze sobą zżyta. Spotykamy się ze sobą często, ale niestety nie wszyscy razem,  tylko w grupach maksymalnie trzydziestoosobowych...

          Mam wielu wspaniałych przyjaciół., Uważam, że jeśli ktoś nie ma czasu na spotkania z ludźmi, których lubi, to naprawdę wiele traci...

O zainteresowaniach

      

 Z wykształcenia jestem biologiem. Od najmłodszych lat interesowały mnie zwyczaje zwierząt i do dziś lubię czytać książki na ten temat, a także oglądać filmy przyrodnicze.

    Przez kilka lat pracowałam na Uniwersytecie Jagiellońskim w Zakładzie Genetyki i Ewolucjonizmu i oczywiście zainteresowanie tymi bliskimi mi dziedzinami biologii pozostało we mnie do dziś.

 

Moją wielką pasją jest czytanie książek. Najbardziej lubię poezję, książki historyczne, dotyczące duchowości i religii, „zawodowe”, czyli związane biologią i fizyką, no i oczywiście baśnie.

                Na co dzień muszę  zajmować się domem i pracą w ogrodzie. Takie czynności jak koszenie trawy, plewienie, sadzenie kwiatów, przycinanie drzew, nie są moim hobby, jednak dają sporo satysfakcji i poprawiają kondycję fizyczną. Najbardziej lubię, kiedy już ogród wygląda ładnie... Okazało się jednak, że ilość pracy która ostatnio spadła mi na głowę, doprowadziła mój ogród niemal do ruiny! Na szczęście teraz pomaga mi syn i sąsiadka, pani Stenia :)

               Lubię jeździć konno, chociaż po tej czynności nieco bolą mnie niektóre części ciała... Niestety nie umiem jeszcze galopować, ale w kłusie radzę już sobie nieźle. Umiem już konia wyczyścić i osiodłać- ale to akurat nie są moje ulubione zajęcia...  Ostatnio zaniedbałam ten rodzaj rekreacji i skupiłam się na tańcu...

     

Lubię spędzać wakacje nad wodą, pływać żaglówką, albo  łódką.

  W zimie jeżdżę na nartach. Nie jestem typem sportowca, ale konieczne „minimum” zdołałam osiągnąć przynajmniej w niektórych dziedzinach rekreacji...  Sportem tego nazwać niestety nie mogę...

 

 

Ponieważ sporty ekstremalne nie są moją domeną, a praca bajkopisarki zmusza do spędzania wielu godzin na krześle- postanowiłam dołączyć do miłośników hiszpańskiego tańca SEVILLANA. To zajęcie daje mi mnóstwo radości, zwłaszcza, że moją  nauczycielką jest Kasia - moja siostra, a w tańcu towarzyszy mi także córka, a ostatnio namówiłyśmy również mojego męża!

 

 Taniec to jedno z najprzyjemniejszych zajęć na świecie, dlatego nie ograniczam się tylko do sevillany - razem z mężem tańczę tango argentyńskie :)

  

  Oglądanie interesujących filmów oraz słuchanie muzyki sprawia mi  wielką przyjemność.

 

Bardzo lubię teatr – prawdę mówiąc, atmosfery, która w nim panuje nie sposób odtworzyć ani na małym, ani na dużym ekranie...

 

 

Dla przyjemności piszę teksty piosenek i maluję. Piosenki możecie usłyszeć, ponieważ zespół Promyczki nagrał płytę zatytułowaną "Kogo Pan Bóg Kocha?". Jest na niej kilka piosenek do moich tekstów.  Inne piosenki są zamieszczone na płytach CD dodanych do książek: "Święta w moim domu" i "Jezus daje samego siebie".

Jeśli chodzi o obrazy – marne szanse na zobaczenie...

Powrót na początek strony

 

 

 NOTKA BIOGRAFICZNA

BEATA KOŁODZIEJ (ur.08.06.1964r.)

 

          Autorka wierszy, bajek i opowiadań dla dzieci. Pisze również teksty piosenek i scenariusze.

          Z wykształcenia jest biologiem. Przez kilka lat pracowała w Zakładzie Genetyki i Ewolucjonizmu Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.

Opublikowała dotąd około 70 książek, kolejne są przygotowywane do druku. Debiut książkowy to „Listek od Pana Boga” wydany przez Wydawnictwo M w Krakowie, w 1997r.

Jest współautorką scenariuszy do  programów Ziarno dla TVP1 , a od września  2006 do czerwca 2007 emitowane były historyjki obrazkowe jej autorstwa (bohaterami były postaci z książki "Szymek i Pan Jezus na ścieżkach Ewangelii"). 

Przez sześć lat współpracowała z redakcją miesięcznika LIST, w którym prowadziła dodatek dla dzieci pod nazwą LISTEK oraz z pismem Posłaniec Świętej Rodziny. W czasopiśmie Mały Przewodnik Katolicki  przez 2 lata publikowała baśnie i fragmenty książki. Obecnie współpracuje z redakcjami czasopism dla dzieci: Promyczek Dobra i Mały Gość Niedzielny.

 Na zlecenie rozgłośni radiowych ze Stowarzyszenia VOX reżyserowała dwie bajki dźwiękowe „Listek od Pana Boga” i „Jaskiniowe Ludki”- według własnego scenariusza (głosów użyczyli aktorzy z teatru Groteska). Bajki te emitowane były dwukrotnie w ponad dwudziestu rozgłośniach radiowych, zrzeszonych wówczas w Stowarzyszeniu VOX.

W październiku 2004r. na zaproszenie Towarzystwa Przyjaciół Kultury Polskiej z Luksemburga spotkała się z dziećmi w Szkole Polskiej oraz była gościem na międzynarodowych targach Salon de l’Enfant w Luksemburgu.

W dniu 4 listopada 2004r. wraz z zespołem Promyczki  była na audiencji u ojca św. Jana Pawła II (zobacz zdjęcie), aby z okazji jego imienin zaprezentować specjalnie dla niego napisaną piosenkę pt."Hej Baco". Wręczyła papieżowi w darze swoje książki, m.in. album Jezus daje samego siebie (eSPe, 2003r.) napisany na podstawie listu Jana Pawła II do dzieci.

Jako autorka tekstów piosenek wzięła udział w przygotowywaniu płyty zespołu Promyczki zatytułowanej "Kogo Pan Bóg kocha". Premierowy koncert miał miejsce  w maju 2005r. podczas festiwalu "Skowroneczek" w Nowym Sączu.

Na podstawie książki jej autorstwa "Solilandia", powstaje baśniowa kraina dla dzieci w zabytkowej Kopalni Soli Wieliczka. Już dziś dzieci mogą w ramach oferty "Odkrywamy Solilandię" wędrować podziemnymi korytarzami w poszukiwaniu śladów bajkowych postaci - więcej informacji na stronie www.kopalnia.pl . Bajkopisarka jest autorką projektu "Solilandia"  oraz strony internetowej www.solilandia.pl .

Wielokrotnie, jako członek jury, gościła na Konkursie Recytatorskim w Nowym Sączu, była gościem honorowym Konkursu Literackiego w Kopalni Soli w Wieliczce, członkiem jury Przeglądu Jasełek w Maniowach i  konkursu "Serduszkowy Wierszyk " w Rabce Zdroju. Z czytelnikami spotykała się również podczas targów Książki w Warszawie i Krakowie, a także w szkołach i na spotkaniach autorskich organizowanych z różnych okazji.

Jest organizatorką koncertów dla Asów Czytelnictwa oraz Koncertów Mikołajowych sponsorowanych przez Kopalnię Soli Wieliczka, pod patronatem fundacji ABCXXI Cała Polska Czyta Dzieciom. Wspiera akcję czytania dzieciom oraz program nauczania wartości. Na krakowskiej konferencji poświęconej wartościom, zorganizowanej wspólnie przez ABCXXI i Edycję Świętego Pawła w październiku 2006r.,  mówiła  o wartościach w literaturze dla dzieci. W marcu 2008 roku została uhonorowana medalem "Cała Polska czyta dzieciom". Na zdjęciu pierwszym - Jim Trelease, autor idei głośnego czytania dzieciom, na kolejnym- pani Irena Koźmińska, prezes fundacji oraz pani Edyta Mazur z Kopalni Soli Wieliczka.

 

 

Jej najnowsze tytuły to:

Krakowska przygoda Matyldy Niespodziewanej i Honoriusza Podwawelskiego (Zielona Sowa, 2010)

Solilandia : Tom III- Klątwa Ducha Gór (Zielona Sowa, 2009)

Życzenia na różne okazje tom II (Edycja Świętego Pawła, 2009)

Z ciemności do światła (o św. Pawle),  (Gość Niedzielny, 2008)

Św. Franciszek (Gość Niedzielny, 2007) - książkę czytał Zbigniew Zamachowski w Polskim Radio

Solilandia: Kłopoty małego Halisa cz.I (Zielona Sowa, 2007)

Solilandia: Bajkowy przewodnik (wersja polsko-angielska) (Kopalnia Soli Wieliczka, 2007)

Solilandia : Tom I -Pamiętnik wielickiego skrzata (Zielona Sowa, 2006)

Solilandia : Tom II- Wyprawa do Kryształowej Groty (Zielona Sowa, 2006)

Święty Franciszek i Anioł Stróż (Serafin, 2006) - książka została wydana także w języku włoskim.

Nie ma jak w domu (eSPe, 2006r.)

Bajki sadów i lasów (Jerozolima , 2006)

Lista szczęściarzy (Edycja św. Pawła, 2006)

Szymek i Pan Jezus (Edycja św. Pawła, 2005r.)

Lista książek

Powrót na początek strony

 

 

 

WYWIAD dla czasopisma  "Bliżej przedszkola",

 

 

numer 3(30), marzec 2004r.

Wciąż tęsknię za rajem na ziemi...

O swojej twórczości opowiada: BEATA KOŁODZIEJ

 

Autorka ponad czterdziestu książeczek dla dzieci. Ur. 8 VI 1964 roku, w Krakowie.

Z wykształcenia – biolog. Przez kilka lat pracowała naukowo w Zakładzie Genetyki i Ewolucjonizmu UJ. Po urodzeniu dzieci zajęła się ... pisaniem bajek. Zadebiutowała w 1997 roku książeczką „Listek od Pana Boga”. Współpracuje z wydawnictwami: Edycja Świętego Pawła, eSPe, List, a także z redakcjami pism katolickich. Osiem lat temu porzuciła Kraków, przeprowadzając się do uroczego domu pod lasem, 10 km za Wieliczką.  

Jak to się stało, że magister biologii zaczął pisać bajki?

No cóż, po prostu...  zostałam mamą. Śpiewałam synkowi kołysanki (własnego autorstwa), deklamowałam wierszyki Brzechwy i Tuwima, opowiadałam bajki. Michałek był od pieluchy wielkim indywidualistą i wiedział, czego chce. Prosił na przykład, żebym powiedziała mu wierszyk o lwie i musiałam przerobić „Pawła i Gawła”. „Pan Lew i Gaweł w jednym stali domu, Pan Lew na górze, a Gaweł na dole...” – deklamowałam, bez litości przerabiając klasyka. Kiedyś zażyczył sobie bajeczki o słoniu, ale nie o Trąbalskim, tylko o zupełnie innym, małym słoniku i... żeby miał kolegę. Oczywiście był uparty i nie chciał przyjąć do wiadomości faktu, że takiego wierszyka nie znam. Musiałam więc sama napisać wierszyk „Dwa słoniki”. Przy okazji „załatwiłam” w nim problem mycia ząbków – małe słoniki dbały o higienę. Pisanie wierszyków i wymyślanie bajek, właściwie od dziecka uważałam za coś naturalnego. W dzieciństwie pochłaniałam książki w wielkich ilościach, ale też często opowiadałam bajki młodszej siostrze – zwykle poprawiając je według własnego upodobania i zmieniając zakończenia na obowiązkowy „happy end”. Rodzinnym zwyczajem było układanie zabawnych wierszyków do każdego prezentu pod choinkę i to także nie sprawiało mi trudności. Autorką tej wieloletniej tradycji była moja mama, ale moja siostra, wujek, a potem pozostali członkowie rodziny podporządkowali się bardzo chętnie. Zawsze było przy odczytywaniu wierszyków mnóstwo śmiechu i radości. Wtedy jednak była to jedynie zabawa. Pewnego razu podróżowałam pociągiem. W przedziale jechał ze mną bardzo miły pan, z którym przegadałam kilka godzin na przeróżne tematy – głównie rodzinne. Okazało się, że nieznajomym towarzyszem podróży był ksiądz Andrzej Pryba, ówczesny redaktor naczelny pisma „Posłaniec Świętej Rodziny”. Ku mojemu zdumieniu ksiądz Andrzej zaproponował mi współpracę z pismem, a gdy napisałam swój pierwszy poważny wierszyk dla dzieci: „Wigilijną bajeczkę”, zamówił u mnie wierszyki do każdego numeru. Pomysł zlecenia takiej pracy biologowi, który ma na swym koncie jeden utwór literacki, wydał mi się tak zwariowany, że... ochoczo podjęłam się tego zadania. Do dziś dziwię się sama sobie... Ta chwila jednak zaważyła na moim życiu. W ciągu kilku lat zmieniłam zawód i teraz nie potrafię sobie wyobrazić życia bez pisania...

 

Czy wiedza przyrodnicza przydaje się w pracy literackiej?

Owszem, przecież bohaterami moich utworów często są zwierzęta i rośliny. Przy lekturze baśni „Listek od Pana Boga”, dzieci mogą się nauczyć rozpoznawania wielu drzew po kształcie liści. Cykl rozwojowy żaby (rana temporaria ) można poznać czytając opowiadanie z cyklu „Myszka Franciszka” pt. „Dobre rady”.  Kiedyś wydano serię książeczek z moimi wierszami, z których większość opowiadała o zwierzętach. Jednak jeden z nich był wierszowaną bajeczką o krasnoludkach. Kiedy zajrzałam na stronę internetową wydawnictwa, przeczytałam ze zdumieniem, że przy tej pozycji umieszczono (zapewne z rozpędu) komentarz typu: „Wesoła książeczka o  sympatycznych zwierzątkach...”. Czym prędzej napisałam żartobliwy protest w tej sprawie. Broniąc honoru krasnoludków, powołałam się na mój uniwersytecki dyplom i wykazałam bez trudu, że tezy o zaliczeniu tych istot do świata zwierząt nie da się obronić. Pomyłkę oczywiście naprawiono, a ja jeszcze długo śmiałam się wspominając tę historię.

Pisanie – sama radość, czy ciężki trud?

Raczej radość. Czasami, kiedy „gonią mnie terminy”, a temat książki jest trudny, wymaga wertowania innych książek, przemyśleń i skupienia – odczuwam znużenie i ciężar tego zawodu. Wtedy jednak budzi się we mnie chęć poprawienia sobie nastroju wycieczką w krainę baśni, czyli po prostu pisaniem czegoś innego, lżejszego. Jest to coś w rodzaju wybijania klina klinem.

Pani bajki i wierszyki pełne są  ciepła, spokoju, uśmiechu. To odzwierciedlenie wrodzonej pogody ducha, czy  rodzaj „odtrutki” na toksyczną nieraz rzeczywistość?

Prawdopodobnie jedno i drugie. Kiedyś, pod wpływem emocji napisałam kilkanaście wierszy dla dorosłych. Nigdy ich nie opublikowałam. Czytając je po kilku miesiącach, zauważyłam dziwne zjawisko. Moje wiersze dla dzieci są lekkie, radosne i zwięzłe w formie, natomiast te adresowane do dorosłych były ciężkie, poważne i przydługie. Po zastanowieniu doszłam do wniosku, że moja twórczość dla dzieci pokazuje to, co noszę w sercu, a „dorosłe” wiersze mówią raczej o tym, co mi leży „na wątrobie”... Postanowiłam więc na wątrobę zażyć raphacholin, a pisać dla najmłodszych.

Nie jestem typem poetki bujającej gdzieś w obłokach. Jestem osobą mocno zakorzenioną w rzeczywistości, mam także skłonność do porządkowania świata według własnych kryteriów. Kiedyś boleśnie przeżywałam wszelkie życiowe rozczarowania. Z biegiem lat pogoda ducha zdecydowanie przeważyła krytycyzm. Wokół siebie naprawdę dostrzegam tyle dobra i piękna, że zastanawiam się, gdzie mają oczy twórcy większości programów telewizyjnych. Nie ma jednak róży bez kolców, a ja wciąż tęsknię za rajem na ziemi i boleję nad niefortunnym apetytem naszych prarodziców na zakazany owoc...

Współpracuje Pani głównie z wydawnictwami katolickimi, ale tematyka religijna nie jest jedynym nurtem Pani twórczości...

Właściwie nie jest też jedynym tematem książek publikowanych przez tychże wydawców. Wspomniane już wcześniej wierszyki o zwierzętach – seria „Bajki Niezapominajki”, seria „Opowiem Ci baśń”, a w niej utwory: O złotym sercu, O niewdzięcznych drzewach i Błękitny Rycerz, „Baśnie lasów i sadów” publikowane co miesiąc w mPK (czyli Małym Przewodniku Katolickim) najlepiej o tym świadczą.  Prawdą jest jednak i to, że wydawcy uważają, że potrafię przekazywać dzieciom prawdy religijne w sposób jasny, interesujący i bez dewocji. Dlatego wiele książek o tej tematyce napisałam na ich zamówienie. Wiem, że są potrzebne i zawsze bardzo poważnie traktuję każde napisane przez siebie zdanie. Z tego powodu jednak mam niewiele czasu na pisanie tego, co sama chciałabym napisać – a ja lubię puścić nieco wodze fantazji, o sprawach ważnych i poważnych opowiadać nie wprost, tylko poprzez przygody baśniowych bohaterów. Postanowiłam więc wziąć się w garść i każdą wolną chwilę wykorzystać na dokończenie leżakujących w szufladach utworów. To był dobry pomysł, bo dzięki temu jeszcze w tym roku ukaże się moja „Wyprawa na Zaczarowaną Górę” – opowiadająca o przygodach krasnoludków, a w przyszłym roku książka „Szymek i Kłapciate Ucho” – opowieść o przygodach małego urwisa i jego osiołka. A szuflada nadal jeszcze jest pełna niedokończonych bajek... Tymczasem mogę zaprosić wszystkich na moją stronę internetową, (www.beata.kolodziej.prv.pl) – można tam znaleźć informacje o mnie i moich książkach.

Napisała Pani sporo piosenek dla najmłodszych. Czy zdarza się Pani również komponować do nich melodię?

Tylko na własny użytek. Pisząc tekst piosenki zwykle mam „w głowie” jakąś melodię do niej. Moja rodzina ma jednak wyrobione zdanie na temat mych talentów piosenkarskich i muzycznych, więc poprzestaję na katowaniu uszu własnym dzieciom. Pozostałe mają szczęście słuchać kompozycji profesjonalistów.

Duże i małe wydawnictwa zalewające rynek książeczkami dla dzieci, kolorowe pisemka, filmy, programy komputerowe. Wydaje się, że oferta dla najmłodszych jest niezwykle bogata. Jak Pani ją ocenia?

Oferta jest bogata pod względem ilości tytułów, farby drukarskiej i taśmy filmowej. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę treść i wartości, jakie ze sobą niesie (mam na myśli wartości estetyczne, literackie, artystyczne i duchowe), ukazuje się naszym zdumionym oczom jej żałosne ubóstwo. Jest dużo wartościowych tytułów, ale żeby je wyłowić, trzeba poświęcić sporo czasu i zażyć najpierw coś na ból głowy.

Co można by poradzić osobom poszukującym wartościowych książek, filmów czy programów dla swoich dzieci?

Trzeba uważnie przeglądać książki, zanim je kupimy - czytać fragmenty jeszcze w księgarni, zwracać uwagę na poziom artystyczny ilustracji, zapamiętać nazwiska „sprawdzonych” autorów i wydawców. Trzeba razem z dziećmi oglądać telewizję – i to nie tylko filmy, ale także kreskówki. Podobnie jest z grami komputerowymi. Ja musiałam stanowczo zabronić moim dzieciom grania w brutalne gry, oglądania niektórych bajek rysunkowych (zwłaszcza japońskich), programów, nawet stacji telewizyjnych. Syn kiedyś zarzucił mi, że moje postępowanie jest „niesprawiedliwe i niedemokratyczne”, bo dzieci z jego klasy nie mają żadnych zakazów. Mimo jego protestów kontrolowałam czas zabawy przy komputerze. Sprawdzałam, z jakich gier korzysta, kibicując mu równocześnie (mimo, że wyścigi samochodowe wywołują u mnie problemy żołądkowe). Zaglądałam także na odwiedzane przez niego strony internetowe. Dużo rozmawiałam z dziećmi tłumaczyłam, dlaczego stosuję takie bolesne dla nich restrykcje. Widzę, że przyniosło to pozytywne rezultaty np. fascynacja mojego syna rozwinęła się w kierunku tworzenia stron internetowych, programowania, konfigurowania sprzętu. Teraz jego wiedza przerasta moje umiejętności tak bardzo, że mogę tylko cieszyć się, że zdążyłam przekonać go do pewnych wartości, kiedy był jeszcze na to czas. Nie da się oczywiście ochronić dzieci przed całym złem tego świata i stworzyć dla nich cieplarnianych warunków. Muszą przecież uodpornić się na próby wpływania na ich psychikę i poglądy, przy pomocy Internetu, reklam, filmów i kreskówek. Muszą nauczyć się wybierania tego, co dobre i wartościowe, kontrolowania traconego czasu, samodzielnego myślenia - a to wszystko jest bardzo trudne i często przerasta siły nawet osób dorosłych. Bez pomocy rodziców dzieci nie są w stanie sobie z tym poradzić. Staną się ofiarami mód i opinii kreowanych przez media, a ich wzrok, słuch i system nerwowy dozna poważnych uszczerbków. Nie jest to opinia tylko moja, ale wielu zatroskanych rodziców, nauczycieli i psychologów.

Rozmawiała: Ewa Stadtmüller

Powrót na początek strony

----------------------------

Wywiad dla tygodnika Niedziela
Edycja małopolska 01/2007

Cudze chwalicie, swego nie znacie

Z Beatą Kołodziej, autorką książek dla dzieci – m.in. baśniowej „Solilandii” – inicjatorką nowej kulturalno-turystycznej propozycji dla najmłodszych gości Kopalni Soli „Wieliczka”, rozmawia Ewa Stadtmüller

Ewa Stadtmüller: – Skąd u Pani zainteresowanie kopalnią soli?

Beata Kołodziej: – Wieliczka fascynowała mnie od dawna. Pamiętam moją pierwszą wycieczkę do kopalni. Miałam wtedy 10 lat. Zachwyciły mnie solne rzeźby skrzatów i tajemnicze korytarze prowadzące w nieznane... Wtedy zakochałam się w solnym królestwie. Wróciłam tu po latach, już jako pisarka. Zamieszkałam w pobliżu Wieliczki i bajki same zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu...

– Z Pani inicjatywy w kopalni powstaje cudowna bajkowa kraina pełna soliludków (solne skrzaty) i innych fantastycznych postaci…

– To nie jest tylko moja inicjatywa. Zarząd Kopalni Soli od dawna myślał o tym, żeby podziemne komory jak najszerzej udostępnić dzieciom i zaproponować coś więcej niż informacje o historii i geologii. Potrzebny był tylko ktoś, kto spojrzy na kopalnię okiem dziecka, czyli… bajkopisarka. Poproszono mnie o pomoc i dostałam całkowicie wolną rękę. Nie muszę chyba tłumaczyć, co oznacza pełna swoboda dla autorki baśni! Inicjatywa kopalni spotkała się z moimi marzeniami. W ten sposób narodziła się „Solilandia”.

– Mimo iż baśniowa trasa działa dopiero trzy miesiące, już została zauważona i doceniona…

– Trasa „Odkrywamy Solilandię” ruszyła dzięki temu, że narodziła się Kraina Solilandii. Podziemia Wieliczki zaroiły się od baśniowych stworzeń: soliludków, soloni, fąfli, solizaurów i pukawek! O tym wszystkim opowiadają dwa pierwsze tomy mojej książki: „Pamiętnik wielickiego skrzata” i „Wyprawa do Kryształowej Groty”. Wielka jest siła baśni. Nawet ja do końca nie zdawałam sobie z tego sprawy. Dzieci z zapałem ruszyły w podziemne korytarze i wędrują w poszukiwaniu śladów baśniowych postaci. Spotykają soliludka, odnajdują jajka solonia i ślad jego łapy, płyną promem po podziemnym jeziorze, słuchają bajki czytanej przez Skarbnika… Nic dziwnego, że „Odkrywanie Solilandii” zostało docenione przez Polską Organizację Turystyczną, która przyznała kopalni wyróżnienie za „Najlepszy produkt turystyczny”. Kolejna nagroda to ODYS 2006 za „najlepszą ofertę własną w turystyce młodzieżowej”. Wszystko to jednak dopiero początek! W kopalni soli przygotowywana jest komora, w której odtworzony zostanie świat z baśni. Trwają prace nad scenariuszem filmu dla dzieci, działa strona internetowa  www.solilandia.pl, myślimy o grze komputerowej…

– W 2006 r. po raz pierwszy (ale podobno nie ostatni) odbyły się w kopalni wspaniałe koncerty dla dzieci…

– Pierwszy, pod hasłem „Koncert dla Asów Czytelnictwa” (nagroda dla najaktywniejszych małych czytelników), odbył się w Dzień Dziecka. Do Komory Warszawa, 125 m pod ziemię, przybyło prawie 600 dzieci! We współpracy z kampanią „Cała Polska czyta dzieciom” przygotowaliśmy mnóstwo niespodzianek. Były piosenki, tańce, konkursy, czytanie książki o Solilandii, spotkanie z bajkowymi postaciami. Książki dla szkolnych bibliotek ufundowało Wydawnictwo Zielona Sowa. W przyszłym roku zaprosimy dzieci z kolejnych szkół.

– Drugi z koncertów poświęcony był św. Mikołajowi i jego pomocnikom...

– Do kopalni 5 grudnia przybyło ponad 500 dzieci z całej Polski (m.in. z Ośrodka Pomocy Społecznej przy ul. Łanowej i Stowarzyszenia „U Siemachy”). Przyjechał sam św. Mikołaj – w tę rolę wcielił się znany z telewizyjnego „Ziarna” bp Antoni Długosz. Podczas koncertu zostały wręczone Ordery Świętego Mikołaja. Z tej racji koncert objęty był patronatem kard. Stanisława Dziwisza, który otrzymał honorowy order św. Mikołaja w ubiegłym roku. Kapituła pod przewodnictwem jej kanclerza – ks. Grzegorza Łomzika przyznaje ordery dzieciom, młodzieży, osobom dorosłym i grupom, które przez swoją pracę kontynuują dzieło św. Mikołaja i wkładają w to całe swoje serce.

– Jak widać, tak to już jest, że jedna ciekawa inicjatywa pociąga za sobą następne. Oby ich nigdy nie brakło.

 

Powrót na początek strony