Bajki sadów i lasów

 

Zaczarowane źródełko

          Pewien król miał trzy córki. Najmłodsza, Bianka, złotowłosa i błękitnooka, była śliczna jak marzenie. Średnia królewna, Izabela, nie ustępowała jej urodą. Jej włosy były kasztanowe, a oczy zielone. Najstarsza córka, Agnieszka, dobra i mądra – podobnie jak jej siostry, była niestety brzydka. Z tego powodu wszyscy bardzo się nad nią litowali. Agnieszka nie martwiła się jednak swoim wyglądem. Bawiła się beztrosko z siostrami, które bardzo ją kochały. W zabawach towarzyszył księżniczkom młody koniuszy, Rafał. Według dworskiej etykiety nie wypada, by księżniczki przyjaźniły się z koniuszym, jednak Rafał był synem jednego z najdzielniejszych rycerzy w królestwie. Jego ojciec zginął na wojnie, a matka wnet umarła ze smutku. Majątek osieroconego dziecka prędko zagarnęli krewni. Chłopca przygarnął król, przez pamięć na zasługi ojca. Rafał doglądał więc królewskie rumaki i pilnował, by królewnom nie stała się żadna krzywda. Dni dzieciństwa upływały dziewczynkom w radości, dostatku i miłości – aż pewnego dnia król spostrzegł, że najwyższy czas wydać córki za mąż. Ogłosił wielki turniej, na który zjechali  książęta i najprzedniejsi rycerze z całego niemal świata. Zwycięzca turnieju mógł wybrać za żonę jedną z królewskich córek. Zwyczaj nakazywał, by najstarsza królewna wyszła za mąż pierwsza, jednak urodziwy książe nie odrywał oczu od zielonookiej Izabeli. O jej rękę poprosił. Król, chcąc- nie chcąc, wybór ten uszanował. Odbyło się huczne wesele, a później młoda para wyruszyła w świat. Gdy minął rok, król ogłosił kolejny turniej. I znowu przyjechali książęta, odbywały się wspaniałe pojedynki i jeszcze wspanialsze bale. Zwycięzca turnieju patrzył z zachwytem na złotowłosą Biankę i ją właśnie wybrał na żonę. Król był bardzo niezadowolony, ale cóż było robić? Najmłodsza córka pojechała w świat z nowo poślubionym mężem. Królewna Agnieszka przez kolejny rok mogła  galopować na siwym rumaku po królewskich lasach, w towarzystwie Rafała. Tęskniła za siostrami, ale obecność przyjaciela dodawała jej otuchy i pozwalała przetrwać chwile smutku. Agnieszka lubiła konne wycieczki, doglądanie ogrodu i długie rozmowy z Rafałem. Wcale nie cieszyła się z myśli, że niebawem poślubi jakiegoś księcia i będzie musiała wyruszyć w nieznane. Jednak, gdy ojciec ogłosił kolejny turniej, posłusznie przystroiła się w najlepszą suknię i przybyła na uroczyste powitanie zawodników. Gdy przechodziła przez pałacowe korytarze, dworzanie kłaniali się jej w pas, jednak ich twarze były poważne i zatroskane. Kiedy wkroczyła do sali balowej, powitała ją głucha cisza. Księżniczka rozejrzała się dookoła i wnet zrozumiała przyczynę tej dziwnej atmosfery. Na turniej nie przyjechał nikt. Plotki o brzydkiej królewnie dotarły już wszędzie i żaden Książe, ani żaden szlachetnie urodzony rycerz nie chciał stawać w szranki o jej rękę… Policzki Agnieszki oblał rumieniec wstydu i gniewu. W oczach błysnęły łzy.  Nie spodziewała się takiego upokorzenia. Teraz dopiero zrozumiała, co znaczyły zagadkowe uśmieszki dworzan, które towarzyszyły jej od dzieciństwa. Zrozumiała, jak ważna okazała się  uroda… Królewna Agnieszka pobiegła do swojego pokoju i zamknęła się w nim na długie tygodnie. Nie chciała z nikim rozmawiać, ani nikomu pokazywać się na oczy. Na wieść o tym, do pałacu przyjechały obie siostry, Bianka i Izabela.  Sekretnym przejściem przedostały się do pokoju Agnieszki. Pocieszały królewnę cały dzień i całą noc. Wszystko na nic. Zrozpaczone, postanowiły wymknąć się z pałacu. W samym środku pobliskiego lasu mieszkała stara czarownica. To do niej wybrały się po radę.

- Za górami, za morzem i siedmioma rzekami, rośnie Czarna Puszcza. W samym środku puszczy tryska zaczarowane źródełko. Kto napije się z niego wody, natychmiast stanie się piękny i pełen uroku.  Waszej Agnieszce tylko zaczarowane źródełko może pomóc, bo jest brzydka jak noc. Nawet ja przy niej jestem urodziwa! – zaskrzeczała czarownica.

          Królewny zagryzły wargi z gniewu na te bezczelne słowa, ale pytały dalej.

- Jak można trafić do tego źródełka?

- Mam pierścień, który zmienia kolor, jeśli jego właściciel skręci w niewłaściwą ścieżkę. Póki kryształ jest niebieski, to znak, że droga prowadzi do Czarnej Puszczy. Mogę dać wam ten klejnot, wzamian za wasze złote korony i piękne loki.

          Izabela i Bianka bez wahania zdjęły ze ślicznych główek korony i potulnie pozwoliły obciąć swoje długie włosy. Gdy wiedźma dawała im pierścień, zaśmiała się złośliwie.

- Niedługo mój kruk przyniesie go znowu do mnie! Nikt jeszcze nie powrócił żywy z Czarnej Puszczy. Jeśli nawet nasza Brzydula tam dojedzie, to śmierć już czeka na nią za każdym drzewem!

Następnego ranka w pałacu wybuchł skandal. Dworzanie plotkowali o dziwnym zachowaniu Bianki i Izabeli:

- Zgubiły swe królewskie korony i obcięły piękne włosy. Teraz oszpecone królowe zmuszone są nakrywać głowy welonami!

- Nie chcą też nikomu zdradzić, co się wydarzyło w nocy!

Na wieść o tym zatroskana Agnieszka wyszła z komnaty i udała się do sióstr. One jednak nawet jej nie chciały powiedzieć ani słowa! Dopiero na żądanie starego ojca wyjawiły sekret.

- Chciałyśmy pomóc siostrze! – szlochała Bianka.- Wolimy jednak by nadal była nieładna, ale żywa i bezpieczna. Nasze poświęcenie na nic się nie przyda, bo ten pierścień nie doprowadzi Agnieszki do źródła urody, a tylko przyprawi ją o śmierć! Nigdy go jej nie oddamy.

          Na te słowa brzydka królewna wzięła się pod boki i wykrzyknęła z zapałem:

- A jednak wyruszę w tę podróż i nikt mnie nie powstrzyma. Znajdę zaczarowane źródełko i stanę się piękna. Z pierścieniem, czy bez niego – trafię do Czarnej Puszczy.

          Cóż było robić? Siostry wręczyły upartej królewnie pierścień, a cały pałac napełnił się smutkiem i żałobą. Koniuszy Rafał wspiął się na wieżę, by przez okno wejść do komnaty przyjaciółki i wyperswadować jej szalony pomysł:

- Czemu szukasz śmierci? – pytał z rozpaczą. –Dla mnie jesteś równie ładna jak twoje siostry. Po co oglądasz się na ludzkie plotki? Ludzie, którzy cię nie znają, nie zauważyli piękna, które w tobie jest. Jesteś dobra, odważna i pełna wdzięku. Nie chcę, żebyś się zmieniła.

          Ale królewna bardzo chciała się zmienić. Gdy odziana w męski strój, na siwym rumaku, z pierścieniem na palcu opuszczała ojcowski dom, dziedziniec pałacowy wypełnił się zapłakanymi ludźmi. Nikt nie wierzył, że Agnieszka odnajdzie zaczarowane źródełko i powróci odmieniona. Rafał chciał jechać z przyjaciółką nawet na koniec świata, ale królewna była uparta. Postanowiła pojechać do Czarnej Puszczy samotnie i dopięła swego.

 

 

          Pierwsze tygodnie podróży upłynęły raczej spokojnie. Droga biegła przez miasta, wioski, pola i sady. Życzliwi ludzie pomagali Agnieszce, jak umieli, ponieważ wszędzie dotarła już wieść o szalonej wyprawie brzydkiej królewny. Wreszcie na drodze śmiałej pannie stanęły rwące rzeki i wzburzone morze. Nic jednak nie zdołało jej zatrzymać. Przeprawiła się na wiernym Siwku przez siedem rzek. Śmigły żaglowiec pomógł jej przebyć morze. Przeżyła niejeden straszliwy sztorm i atak drapieżnych orek. Doświadczyła głodu i chłodu, strachu i bezsenności. W końcu stanęła na skraju Czarnej Puszczy. Od tej chwili przedzierała się przez ponury las. Nieraz śmierć zaglądała jej w oczy. Agnieszka słyszała za plecami tajemnicze szepty i krzyki, wycie wilków i ryk niedźwiedzi, szczęk oręża i odgłosy walki. Nigdy jednak nie musiała sama walczyć o swoje życie. Miała wrażenie, że ktoś za nią jedzie i rozprawia się z każdym, kto chce zaatakować ją od tyłu. Kiedy budziła się rano, widziała wokół siebie niepokojące ślady. Kilkakrotnie tuż przy głowie znalazła zabitego rysia lub jadowitego węża, przeciętego na pół. Nikogo jednak nie dostrzegła w ponurym gąszczu. Pomyślała, że to moc pierścienia ją chroni. Tym śmielej więc ruszyła wgłąb puszczy. Wreszcie dotarła na niewielką polankę, na środku której srebrzyło się źródełko.

- To musi być tu! – wykrzyknęła uszczęśliwiona i upadła na kolana przy tafli wody. Zanurzyła w niej dłonie i spostrzegła, że pierścień na jej palcu zalśnił jak wielka niebieska gwiazda. Z pewnością było to zaczarowane źródełko! Agnieszka nabrała wody do młodego liścia łopianu i zbliżyła zaklęty napój do ust. Wtedy, tuż obok siebie usłyszała płacz. Królewna wypuściła z dłoni liść i rozejrzała się dookoła. Na kwiecie lilii zobaczyła prześliczną maleńką dziewczynę, zalaną potokiem łez.

- Kim jesteś i dlaczego płaczesz? Czy ktoś cię skrzywdził?

- Jestem duszkiem  źródełka,

tak leciutkim jak mgiełka…

Łzy me płyną w dal,

 bo mi bardzo żal…

 

- Czego ci żal? Tej odrobiny wody, którą chcę wypić?

- Nie żałuję wody, tylko twej urody!

- Żałujesz mej urody? Masz przed sobą największą brzydulę na świecie!

- Ja nie widzę twej twarzy,

ale wiem o czym marzysz!

Dobrze znam twoje smutki,  

znam też czarów mych skutki…

 

- Przed czym chcesz mnie ostrzec? To zatrute źródło?- przestraszyła się królewna.

- Źródło nie jest zatrute,

lecz zaklęciem osnute.

Wielką zyskasz urodę,  

gdy wypijesz tę wodę… 

Lecz nie pytasz co stracisz,

gdy się czarem wzbogacisz?

 

- Nie rozumiem twoich wierszy. Powiedz otwarcie, jeśli coś mi grozi. Nie po to tak długo tu wędrowałam, by teraz wrócić z niczym.

- Zrobisz, co zechcesz. Ja jednak muszę cię ostrzec. Moje oczy nie widzą twojej twarzy, ale  twą duszę. Jest piękna. Czemu chcesz ją zmienić?

- Nie chcę zmieniać duszy, tylko swój wygląd! Przez moją brzydotę ludzie śmieją się ze mnie.

- Pokaż więc ludziom, jak piękna jest twoja dusza. Pracuj nad sobą, a to piękno będzie widoczne także na zewnątrz. Kto go nie dostrzeże, nie jest ciebie wart! Zaczarowane źródło nie przyniesie ci szczęścia. To ja rzuciłam na nie czar. Myślałam, że przy pomocy magii mogę uszczęśliwić ludzi. Ale moje zaklęcia sprawiły jedynie, że to, co brzydkie, pozornie wydaje się piękniejsze, ale to, co piękne traci swą siłę… Gdy to spostrzegłam, otoczyłam źródło Czarną Puszczą, aby nikt tu nie dotarł. Codziennie pilnuję, by nierozważni ludzie nie dali się skusić czarom. Spójrz w  wodę, a zobaczysz to, co widzą moje oczy  - twoją własną duszę. Kiedy napijesz się wody nigdy już nie będzie tak piękna jak teraz. Zmieni się.  Nie szkoda ci tej urody?

          Agnieszka spojrzała w wodę jak w lustro. Zobaczyła siebie – taką jaka była: dzielną, wytrwałą, sprawiedliwą, dobrą i dla wszystkich życzliwą. Taką, jaką pokochali najbliżsi – siostry, rodzice, Rafał. Po chwili wahania zanurzyła w źródle dłoń, by nabrać trochę wody. Wtedy odbicie załamało się i wykrzywiło. Księżniczka pomyślała, że nigdy nie będzie już sobą. Kim więc będzie? Podziwianą przez ludzi lalką o pięknej twarzy i pustym, skrzywionym wnętrzu? Jakich spustoszeń dokonają czary w jej duszy?  Czy warto? Powoli podniosła się z ziemi.

- Przekonałaś mnie. Wracam do domu z niczym, ale przynajmniej wiem kim jestem. - Agnieszka odetchnęła głęboko i podała pierścień opiekunce źródełka, która natychmiast wrzuciła go do wody.

- Odnalazłaś tu samą siebie! To największy skarb. –uśmiechnęła się maleńka wróżka. -Teraz nadszedł kres czarów. Ta woda nikomu już nie zaszkodzi, a ja jestem wolna. Dziękuję ci!

          Agnieszka wracała do domu z podniesioną głową. I znowu dziwiła się, że tajemniczy towarzysz podróży, usuwa przeszkody sprzed jej stóp. Pewnego wieczoru na jej drodze stanęli zbójcy. Królewna chwyciła w dłoń miecz i stanęła do walki. Sama nie pokonałaby jednak dziesięciu silnych przeciwników! „To już moje ostatnie chwile”- pomyślała z rozpaczą. W tym samym momencie z gąszczu wynurzył się rycerz w srebrnej zbroi, na czarnym koniu. Jak orzeł skoczył na zbójców i pięciu z nich powalił w jednej chwili. Czterech innych uciekło w las, ale herszt zbójeckiej bandy bronił się długo i zażarcie. W końcu i on ratował życie ucieczką. Kiedy walka ustała, królewna spostrzegła, że rycerz jest ranny. Podała mu własną chusteczkę i zasypała go tysiącem pytań. On jednak nie powiedział ani słowa, nie podniósł nawet przyłbicy, by pokazać swą twarz. Skłonił się głęboko i przyłożył chustkę do rany. Potem poklepał karego konika po szyi  i znowu skrył się w gąszczu.

Dni powrotnej podróży mijały szybko, szczególnie od chwili, gdy Agnieszka opuściła Czarną Puszczę. Wszędzie witały ją tłumy wiwatujących ludzi. Wieść o dzielnym wyczynie królewny obiegła cały świat. Najgoręcej witano ją we własnym kraju.

-Możemy być dumni z naszej odważnej Agnieszki! – szeptali ludzie – Odnalazła zaczarowane źródełko i zdrowa powraca do domu!

- Ale jaka odmieniona? Teraz jest naprawdę śliczna. Podobna do siebie, ale jakby… zaczarowana.

          Agnieszka dziwiła się słysząc te pochwały. Nie miała jednak ochoty opowiadać o tym, co wydarzyło się u źródełka. Śmiała się tylko w duchu z ludzi, którzy widzieli to, co chcieli widzieć. Tymczasem w zamku tłoczno było od zalotników. Rycerze i książęta pojawili się na kolejnym turnieju. Słyszeli już o cudownej przemianie królewny i gotowi byli walczyć o jej rękę. I znowu odbywały się wspaniałe uczty i bale. Agnieszka bawiła się od rana do wieczora, tańczyła, biła brawo i śmiała się z komplementów. Nie chciała jednak pozwolić na rozpoczęcie zawodów.

- Nie zjawili się jeszcze wszyscy zawodnicy. – mówiła tajemniczo. Wreszcie, pewnego wieczoru, na dziedzińcu pojawił się rycerz w srebrnej zbroi, na karym koniu.

- Jestem gotów stanąć do walki, o rękę księżniczki – oświadczył.

- Znam ojcze tego rycerza. Stoczył niejedną bitwę w mojej obronie i niejeden raz uratował mi życie. Tylko on zasłużył na moją rękę i nie chcę innego męża. Niech więc teraz okaże nam swoją twarz.

Rycerz powoli zdjął hełm i spod srebra wyjrzała jasna czupryna i niebieskie oczy Rafała. Na dziedzińcu zawrzało.

- Hańba! –krzyczeli dworzanie – Jakim prawem koniuszy ubiera rycerską zbroję i śmie stawać do turnieju o rękę królewny! Do lochu z nim!

-Nie pozwalam! – krzyknęła Agnieszka, gdy królewska straż chciała uwięzić Rafała. – Jego wybrałam na męża i zdania nie zmienię.

- Skąd jednak wiesz, córko, że to on ratował cię w podróży? Udaje rycerza, może więc udawać twojego wybawcę! Może podstępnie zgładził tamtego i ukradł jego zbroję? Niech więc udowodni, że jest godny twej ręki!

- Jest pewien sposób, by to udowodnić. Ten, który ratował mnie z opresji, coś ode mnie otrzymał. Rafale, czy możesz powiedzieć, co to za przedmiot?

Rafał wydobył z rękawa błękitną chusteczkę. Ucałował ją i podał słudze, a ten natychmiast zaniósł ją królowi.

- Tą chusteczką opatrzyłam jego ranę ojcze. Są na niej ślady krwi. Czy nadal wątpisz? Może chcesz jeszcze obejrzeć jego rany. Czy nie dość upokorzeń spotkało go w naszym pałacu?

- Niech więc stanie się sprawiedliwość – odrzekł poważnie władca. – Jesteś Rafale synem dzielnego rycerza i już dawno powinienem był pasować cię. Źle postąpiłem, zapominając o zasługach twego ojca, niech więc dzisiaj twoje zasługi będą sowicie nagrodzone. Oto pasuję cię na rycerza i daję moją córkę za żonę. 

- Jestem szczęśliwy królu. Od dawna kocham królewnę Agnieszkę i wolałbym zginąć, niż dopuścić, by stała się jej jakaś krzywda. Jestem też szczęśliwy widząc, że królewna nadal jest sobą. Martwiłbym się, gdyby napiła się zaczarowanej wody i stała się kimś innym.

- Jak to? A nie napiła się? – zdumiony król wytrzeszczył oczy na córkę, która uśmiechnęła się tylko na te słowa.

- Co powiedział Rafał? – szeptali dworzanie.

-Wypiła, czy nie wypiła?- pytali niektórzy.

- Wypiła! Na pewno wypiła! Powiedział, że jest szczęśliwy, bo wypiła!- odpowiadali inni.

        Wielka radość zapanowała w królestwie, a niebawem odbyło się wspaniałe wesele, na które przyjechali goście z całego świata. Bianka i Izabela także przybyły. Wiwatom i toastom nie było końca, a najszczęśliwszą osobą w całym królestwie była królewna Agnieszka, która na własnej skórze przekonała się, jak niewiele warte są wszelkie opinie na temat urody…

          

        

Bajki z tego cyklu ukazywały  się  w miesięczniku

 "Mały Przewodnik Katolicki".

a obecnie zostały wydane nakładem

wydawnictwa Jerozolima.

 

     Zajrzyj na stronę www.urwisy.pl  - na niej

znajdziesz wszystkie informacje dotyczące mPK

i dużo ciekawych rzeczy!